NATURA: Człowiek jako część przyrody jest organizmem biologicznym, podporządkowanym, jak wszystkie inne stworzenia, jej prawom i temporalnemu cyklowi narodzin. Z perspektywy przyrody człowiek nie posiada historii, a jedynie protohistorię procesu ewolucyjnego, w wyniku którego wyłonił się gatunek ludzki. Z punktu widzenia przyrody wszyscy ludzie są identycznymi, anonimowymi członkami swojego gatunku, dzielącymi się co najwyżej na samce i samice. Dla natury zatem tak długo, jak długo trwa gatunek ludzki, nie istnieje coś takiego jak śmierć - istnieje tylko życie, a pojęcia takie jak wzrost czy rozpad nie mają żadnego znaczenia, jako że są one istotne tylko dla jednostek, o których przyroda nic nie wie. Ten naturalny, biologiczny człowiek jest, jak niektóre, acz nie wszystkie zwierzęta, zwierzęciem społecznym - ponieważ przetrwanie gatunku wymaga, aby poszczególni jego członkowie nieustannie wiązali się w grupy; jest też zwierzęciem pracującym. Hannah Arendt uznaje za pracę wszelkie zachowanie wymuszone potrzebą przetrwania. Tym samym można powiedzieć o ścigającym swoją ofiarę tygrysie, że pracuje. Niemniej człowiek jest zwierzęciem pracującym par excellence, przypomina w tym względzie pszczołę - po pierwsze dlatego, że jego poszczególne potrzeby oraz jego liczebność wymagają, by spędzał większą część swojego czasu na zdobywaniu lub wytwarzaniu tego, co potrzebne mu jest do przeżycia, a po drugie - bo człowiek ma zarówno możliwość, jak też instynkt wytwarzania nadwyżki w stosunku do swoich bieżących potrzeb konsumpcyjnych.

 

Człowiek - zwierzę pracujące nie działa. Człowiek pracujący ucieleśnia takie zachowania, których cel nie jest kwestią wolnej woli, lecz podyktowany jest naturalnym instynktem przetrwania i podtrzymywania życia. Jego motywem, jeśli słowo to jest tu w ogóle na miejscu, jest przyjemność, czy raczej: unikanie bólu. Chociaż człowiek jest istotą społeczną, jego doświadczenia jako zwierzęcia pracującego są najgłębiej prywatne i subiektywne. To, czego doznaje, stanowi niepodzielne doświadczenie jego ciała. Potrzebuje on obecności swoich towarzyszy nie jako osób, ale jako ciał, jako innego zestawu mięśni czy innego płodnego przedstawiciela płci przeciwnej.

Dla człowieka jako zwierzęcia pracującego przeszłość i przyszłość nie mają znaczenia. Realna jest dla niego jedynie dana chwila biologicznego cyklu. Dlatego też nie ma on potrzeby mowy i jeśli używa słów, to tylko w takim stopniu, w jakim pszczoły używają tanecznych ruchów jako kodu służącego do przekazywania niezbędnych informacji.

I wreszcie, człowiek będący zwierzęciem pracującym nie pyta o sens swego zachowania, ponieważ nie potrafi zapytać o sens. Życie bowiem jako życie jest czymś danym mu, a nie tworzonym przez niego - podobnie jak nie można zapytać, czy żyjemy po to, aby jeść, czy też jemy po to, aby żyć.

ŚWIAT: Oprócz bycia częścią gatunku każdy człowiek jest ponadto czymś, czym nie jest żadne inne zwierzę, mianowicie śmiertelną jednostką, świadomą tego, że choć jako gatunek może trwać wiecznie, to jak każde inne ludzkie indywiduum musi umrzeć. Człowiek jest jednocześnie świadom - czy może raczej był świadom, dopóki nauka nowożytna nie podważyła świadectwa jego zmysłów - że na rzeczywistość przyrodniczą składają się nie tylko istoty śmiertelne, lecz także rozmaitość rzeczy, które, jak ziemia, ocean, słońce, księżyc czy gwiazdy, istnieją jednak niezmiennie.

Z tej podwójnej świadomości - świadomości ludzkiej śmiertelności i wieczności rzeczy - wyrasta pragnienie i nadzieja na przekroczenie naturalnego cyklu narodzin i śmierci przez stwarzanie świata rzeczy, który nie ginie i w którym człowiek zawsze może znaleźć schronienie. Jak mówi Arendt:

Narodziny i śmierć zakładają świat niebędący w bezustannym mchu, lecz którego stałość i względna trwałość umożliwia pojawianie się i znikanie, świat, który istniał, zanim pojawiła się na nim jakaś jednostka, i przetrwa jej ostateczne zeń odejście. Bez świata, w którym ludzie rodzą się i który opuszczają, umierając, nie byłoby niczego prócz niezmiennego wiecznego powrotu, nieśmiertelnej wiecznotrwałej istoty ludzkiej, a także wszystkich pozostałych gatunków zwierząt.

Śmiertelna jednostka, jaką jest „człowiek-wytwórca”, nie jest istotą społeczną. Nie potrzebuje bowiem obecności innych istot ludzkich w procesie tworzenia. Potrzebuje natomiast różnorakiego tworzywa, z którego wyrabia świat. Niemniej rzeczy, jakie wytwarza, wymagają istnienia społeczności istnień ludzkich, które ich potem używają i cieszą się nimi. Wytworzony świat posiada więc obiektywną rzeczywistość, której brakuje zarówno ludzkiemu zachowaniu, jak i ludzkiemu działaniu.

[...] ludzkiej subiektywności stawia opór obiektywność tworzonego przez ludzi świata, a nie wzniosła obojętność nietkniętej przyrody, której przeważająca elementarna siła, przeciwnie, zmusza ich do nieustannego krążenia w kole przemian biologicznych, tak dokładnie dostosowanych do cyklicznego ruchu, powszechnie panującego w gospodarstwie przyrody. Tylko my, którzy zbudowaliśmy obiektywność własnego świata z tego, co daje nam przyroda, i wbudowaliśmy go w środowisko przyrody, tak że jesteśmy przed nią zabezpieczeni, możemy patrzeć na nią jako na coś „obiektywnego”. Bez świata pomiędzy ludźmi i przyrodą istnieje wieczny ruch, ale nie obiektywność.

Różnica między wytwarzaniem a pracą polega na tym, że rezultaty tej ostatniej są natychmiast konsumowane przez pracującego, podczas gdy rzeczy wytworzone - czy będą to przedmioty użytkowe, jak narzędzia, czy też przedmioty dostarczające przyjemności, jak dzieła sztuki - w momencie, gdy zostaną ukończone, jawią się jako niezmienne i z założenia wieczne. I choć narzędzie może się z czasem zużyć lub zostać zastąpione przez inne, lepsze, to jest to raczej kwestia przypadku, podczas gdy pojęcie wiecznego bochenka chleba jest absurdem; jeśli nie zostanie on zjedzony, stanie się czymś bezwartościowym.

Podejście producenta czy wytwórcy do czasu jest więc zgoła odmienne od podejścia pracującego. Używa on pojęć przeszłości i przyszłości, lecz rozumie je osobliwie. Zakłada bowiem, że przyszłość podobna będzie do przeszłości, co znaczy, że czas nie jest dla niego ani cyklicznym ruchem przyrody, ani linearnym, nieodwracalnym potokiem historii, ale czymś podobnym do przestrzeni, która się nie zmienia, lecz po prostu jest. Wszystko, co wie na temat czasu, to że wytworzenie przedmiotu wymaga pewnej jego ilości, dlatego określa czas jako coś, czego marnować nie można.

Podczas gdy pracujący zawsze pozostaje sługą przyrody, od której płodności ostatecznie zależy jego przetrwanie, wytwórca postrzega ją jako surowy, bezwartościowy materiał aż do chwili, w której to on nada mu wartość, przekształcając go w świat rzeczy.

W stopniu, w jakim rzeczy te mają wartość albo artystyczną, albo użytkową, można powiedzieć, że są one pewnymi formami mowy. Piękna świątynia „przemawia” do nas nie mniej niż piękne strofy. Lecz to mówi rzecz, a nie jej wytwórca. O ile więc pracujący - jako niemy - nie może nawet zapytać: „Czym jest życie?”, o tyle wytwórca może powiedzieć: „Życie samo w sobie jest bez znaczenia, ale dostarcza sposobności tworzenia znaczącego świata”. Nie pragnie on chwały dla samego siebie, lecz nieśmiertelności dla rzeczy, które stworzył.

DZIAŁANIE: Oprócz tego, że każdy człowiek jest częścią gatunku ludzkiego i jako taki podlega naturalnej konieczności - oraz śmiertelnym indywiduum, które przekształca śmiertelne życie w nieśmiertelne rzeczy - jest on także jedyną w swoim rodzaju osobą. Chociaż wszyscy i tak muszą umrzeć, to narodziny każdego człowieka oznaczają początek życia istoty, jakiej nie było nigdy wcześniej i jakiej nie będzie nigdy później. Być osobą to być zdolnym powiedzieć „ja”, to posiadać własną biografię, suma zaś wszystkich ludzkich biografii składa się na historię powszechną. O ile pracujący potrzebuje społeczeństwa ludzi takich samych jak on, a wytwórca istnienia innych, by podziwiali jego wytwory lub ich używali, to jedynie osoba potrzebuje składającej się z innych osób sfery publicznej, w której przez swoje działanie objawia innym, kim jest. Działanie ludzkie jest niezrozumiałe bez mowy, dzięki której jej podmiot określa siebie, a więc to, co czyni i co zamierza czynić.

Praca stanowi nieustanną repetycję, wytwarzanie kończy się z chwilą, gdy wypełni swoje zadanie (które zawsze może zostać odwołane), natomiast tylko działanie jest nieprzewidywalne, niepowtarzalne i nieodwracalne. Nazwisko działającego, a nawet jego czyn mogą pójść w zapomnienie, jednak samo działanie już zawsze będzie miało wpływ na działania innych ludzi. Działanie, podobnie jak wolność, w której ma ono swoją podstawę, dąży do tego, aby być nieograniczone, i mogłoby nas zniszczyć, gdybyśmy sami dobrowolnie nie ustanowili jego granic.

Trzema zasadniczymi ograniczeniami działania są odpowiednio: prawo, przebaczenie i obietnica. Ustanawiając prawo, ustanawiamy zarazem zgodę powszechną na ograniczenie pewnych działań i karanie przestępców zamiast stosowania wobec nich nieograniczonej wendety. Dzięki przebaczeniu możemy odpuścić winy osobie, która popełniła błąd. W podziwu godnym stwierdzeniu Arendt wskazuje na relację między prawem a przebaczeniem:

[...] ludzie nie umieją wybaczyć tego, czego nie mogą ukarać, i nie umieją ukarać tego, co okazało się niewybaczalne [...].

Dzięki obietnicom wiążemy nasze działania z nieznaną nam przyszłością. Obietnice zawsze są konkretne, ważne w odniesieniu do uzgodnionego celu. Ogólna obietnica, jak choćby stwierdzenie „obiecuję być dobrym”, nie znaczy nic.

W.H. Auden, Starożytni i my. Eseje o przemijaniu i wieczności
Biblioteka kwartalnika KRONOS, Warszawa, 2017

Na zdjęciach: Dziady w reż. M. Zadary de facto zdjęte z afisza Teatru Polskiego we Wrocławiu. (fot. Natalia Kabanow)