Tak brzmią perswazje dla opinii publicznej, do opinii partyjnej mówi się otwarcie o walce z kontrrewolucją. Zabawni ludzie! Przypominać Polakom, którzy tyle dziesięcioleci walczyli o swe państwo, że jest ono wartością, to doprawdy zbędna gorliwość. Ale mowa tu o własnym państwie, suwerennym podmiocie, państwie ludu rządzonym przez lud w interesie ludu. I mowa tu o państwie, którego dobrodziejstwo wynika z faktu, iż jest ono ostoją prawa. Gdy władza w państwie została skonfiskowana przez szajkę gangsterów, która narzuca swą wolę narodowi, to postawa „państwowotwórcza” jest zwyczajnym udziałem w przestępstwie kryminalnym. Opór wobec takiego „państwa” jest naturalny, a obywatelskie nieposłuszeństwo staje się jedyną postawą godną społecznego szacunku.


Stosunek aparatu władzy do praw człowieka ma tu znaczenie szczególne. „Za pomocą pojęcia praw człowieka - powiadał Tocqueville - ludziom udało się określić, czym jest samowola i tyrania. Dzięki niemu każdy obywatel może zachować niezależność, nie popadając w sobiepaństwo i podporządkować się, unikając upodlenia. Podporządkowując się przemocy, człowiek płaszczy się i poniża, ale podporządkowując się prawu do władzy, które sam przyznał bliźniemu, staje nawet w pewnym sensie ponad tym, który nim rządzi. Bez cnoty nie ma wielkich ludzi, bez poszanowania praw człowieka nie ma wielkich narodów, a nawet społeczeństwa. Cóż jest bowiem warta wspólnota istot rozumnych i inteligentnych, które spaja jedynie siła?”. Praw człowieka żaden naród nie dostał w prezencie. Te prawa trzeba zawsze zdobywać w walce. Pytanie brzmi: jak tę walkę prowadzić?”

Fragment z eseju pt.: „O oporze”
Znalezione w: Adam Michnik, „Szanse polskiej demokracji”, Wyd. Agora, Warszawa, 2009
Pierwodruk: „Krytyka” 13/14, Warszawa, 1983, „Aneks” nr 28, Londyn 1983