„Kiedy zjazd dobiegł końca, „wielu mężów stanu i filozofów przybyło (do Aleksandra) z gratulacjami”; scenę tę można sobie bez trudu wyobrazić. Jeden tylko sławny człowiek świecił nieobecnością: cynik Diogenes. Urażony i zaciekawiony Aleksander wybrał się w końcu za miasto, gdzie w dużej glinianej beczce mieszkał Diogenes, i podszedł do niego. Filozof wygrzewał się w słońcu, zupełnie nagi poza przepaską na biodrach. Rozmowy i śmiechy licznych dworzan, którzy towarzyszyli monarsze, przerwały jego medytacje; Diogenes podniósł niechętny wzrok na Aleksandra, ale nic nie rzekł.Chyba po raz pierwszy w życiu Aleksander poczuł lekkie zakłopotanie. Pozdrowił Diogenesa z wyszukaną uprzejmością i czekał. Filozof milczał. Zupełnie już zdesperowany Aleksander zapytał wreszcie, czy jest coś, czego Diogenes pragnie, coś, co on, Aleksander, mógłby dla niego zrobić. „Tak – padła słynna replika – Odsuń się, zasłaniasz mi słońce”. To był koniec rozmowy. W drodze powrotnej do miasta towarzysze Aleksandra próbowali obrócić całą sprawę w żart, szydząc z Diogenesa i jego zarozumiałości. Ale wódz zmusił ich do milczenia jednym zagadkowym zdaniem. „gdybym nie był Aleksandrem – powiedział – chciałbym być Diogenesem”. Był to dowód wielkiej bystrości. Obu im wspólna była (i chyba każdy dostrzegał ją w drugim) ta sama cecha zawziętej bezkompromisowości. Ale podczas gdy Diogenes usunął się od świata, Aleksander uparł się, by ten świat ujarzmić; reprezentowali aktywną i bierną stronę tego samego zjawiska. W tych warunkach nie jest niespodzianką, że ich spotkanie było takim zgrzytem”.
Aleksander Wielki. Biografia.; Peter Green
