Ale porażka nadziei na oswojenie rzeczy przez więź posiadania jest gorsza i stokroć bardziej mnie degraduje niż niezaspokojenie z technologicznych sukcesów. Sukces technologiczny nie pozwala mi owładnąć mową bytu, ale stwarza poczucie wartości realnej, chociaż cząstkowej, w której mogę uczestniczyć. Namiętność posiadania sprawia, że więź negatywna z innymi ludźmi - mianowicie moja legalna wyłączność w rozporządzaniu rzeczą - jawi mi się w urojeniu jako więź pozytywna z rzeczą samą, przez co czynię sobie wartość z okoliczności, które przeciwstawiają mnie innym ludziom. Moje trwanie osobowe, dobrowolnie określone przez to pozorne spoufalenie z rzeczą, traci tym samym zakorzenienie we wspólnocie ludzkiej i staje się określone przez zasób posiadany. Miast uczłowieczyć sobą rzecz, której jestem właścicielem, poddaję się wyznaczeniu ze strony rzeczy jako mojej, tj. wydartej innym. W satysfakcji posiadacza doprowadzam tedy do skutku przeciwieństwo tego, co pragnąłem osiągnąć: staję się sumą rzeczy jako posiadanych. Jest to spostrzeżenie trywialne wprawdzie i nieskończenie zużyte, jest wszakże warte powtarzania, o ile również tę pasję włącza w ogólny, jednorodny sens ludzkich zabiegów. Nie wiąże się z żadną dziecinną moralistyką opartą na pogardzie dla codziennego komfortu życiowego. Ma jednak wartość, o ile w ogólności potrzebna jest niejaka czujność czy radykalizm pamięci przechowującej wiedzę o wszystkich złudzeniach ludzkiej satysfakcji. Mogę oczywiście przesunąć się przez życie w sennym zadowoleniu z posiadanego zasobu; nie mogę tylko uczynić z tego życia próby człowieczeństwa i nie mogę się pozbyć całkiem niewygody, która czaić się będzie w poczuciu - zakrzykiwanym i zaprzeczanym - że namiętność, której pozwoliłem się osaczyć, wydziedziczyła mnie ze wspólnoty ludzkiej, a przez to wydziedziczyła z osobowego istnienia.Leszek Kołakowski, Obecność mitu
