W skryptorium myśli zapanował chaos i niemoc ogarnięcia kartek kalendarza. Może to tylko brak słońca. Zapomniałem jak to jest za dnia. Przeczę prawom termodynamiki, lecz one wciąż pozostają sobą. Niezmienne. Chyba dotykają nas sobą zbyt mocno. Czasami bardziej niż wypada. Walka nic nie zmienia - wciąż są. Naiwność istot żyjących jest przy ich lekturze groteskową paletą barw. Wszystko skądś jest. Po coś zapewne jest, a potem już nie.
Zrzucam śnieg z obuwia. Potem wysycha, zostawiając rzeki zaschniętej soli na skórze czegoś, co kiedyś było częścią żywej istoty. Pasta do pielęgnacji, szczotka z włosiem, a jakże, naturalnym. Sól znika, rzeki spragnione zostały napojone. Teraz czekają na kolejną podróż. Tak, zawsze gotowe, zawsze przepełnione czyimś pragnieniem.
Poznałem lekarza z ostatnich lat Czesława Miłosza - Andrzeja Szczeklika. Wstępnie i bez zobowiązań. W ostatnich Zeszytach Literackich napisał niespotykany zbyt często w tymże periodyku tekst o strzałce czasu w medycynie. Tekst musiał długo powstawać. Urywki i różne wersje tegoż znalazłem w sieci. Jest ta moc prostego słowa, ubranego w doświadczenie czasu. Szczeklik obserwuje życie, potrafi o nim napisać, a to rzadko się zdarza. Nie mnie oceniać takie sprawy; ujmuje spokojem oraz prawdziwością słów. Z czasem dołączy do mojej biblioteki. I ten dąb litewski, który spotkał przy swojej drodze. Jakże to nieuchronne, nie znać go bliżej i chcieć istnieć dalej. Niepodobna nie poznać świata słów Miłosza.
Andrzej Szczeklik pisze: ?Przemijanie czasu, nieubłagany przepływ z przeszłości w przyszłość należy do najbardziej podstawowych doświadczeń człowieka, stanowi fundamentalną cechę rzeczywistości. Mówimy o strzałce czasu. Trafna to metafora, gdyż czas podobnie jak lecąca strzała, nie stoi w miejscu, lecz biegnie nieodwracalnie w kierunku wskazanym przez grot strzały. Nie zawsze go tak doznawano. W muzyce linearny przepływ czasu zapanował dopiero w utworach Mozarta, Haydna i Beethovena, znacząc nadejście muzycznej nowoczesności. Strzałkę czasu określamy jako kosmologiczną, gdy chcemy podkreślić istnienie jednego wspólnego dla całego wszechświata czasu (co nic jest sprzeczne z teorią względności, zgodnie z którą upływ czasu jest różny w różnych układach odniesienia). Bo wszak wszechświat się rozrasta, galaktyki uciekają od siebie, w miarę tego procesu gęstość materii maleje i z dwóch stanów wszechświata ten jest wcześniejszy, w którym gęstość materii jest większa. Strzałkę czasu opatrujemy też określeniem wiążącym ją ze zjawiskami fizycznymi, a więc ?entropijna", ?elektromagnetyczna", ?łamiąca symetrię T". Wszystkie one wskazują ten sam kierunek upływu czasu - z przeszłości w przyszłość.
Reprogramując komórkę, nastawiamy jej czas na pierwsze chwile jej życia. Nie wydaje się słuszne, by mówić, iż cofnęliśmy strzałkę czasu. Czas przecież nie pobiegł w odwrotnym kierunku, to nie był film puszczony od pewnego momentu do tyłu, taśma stopniowo zwijana wstecz?.
Wydeptane to już drogi, ślady życia w retrospekcji myśli błotnych, jeszcze niezaistniałych - wszak leży śnieg. Poddając się kalendarzom, przędę tych kilka akapitów i kto raczy wiedzieć, co z nich wyniknie. Powracam do stanu pierwotnego jak wszystko i wszyscy. Ten plac zabaw myśli chaotycznych, nieutrwalanych na dłużej, niż do najbliższej odwilży Pana Snu. Reprogramowanie trwania niczym lemowska historia o przygodach w kosmosie. Zawsze pełna napięcia emocjonalnego, nieuchronności zdarzeń, powtarzalności kolejnych odsłon nocy. Wszystkie te same w nowy kubrak poprzebierane, poddając się apokatastalnej strzałce czasu Szczeklika, Miłosza, Lema, wszystkich kolejnych dobrych, którzy nastaną.
Stoję obok. Może to tylko złudzenie, może prawdziwość i rzeczywistość. Rodzi się zmierzch, ruszajmy na łów. Po powrocie rzeki soli na obuwiu narodzą się ponownie. Niezmienne jak zawsze, lecz w sieci wzorów całkiem już odmiennej. Nie ten kształt, myśl wciąż ta sama.
Bibliografia i Netografia:
Zeszyty Literackie Nr 104
Fotografia autorstwa Wojciecha Olkuśnika z Gazety Wyborczej.
