Rozpoznaję go w upływie dni tonąc niepoprawnie w studniach jego oczu. Wciąż pozostaje niedosyt rozmów. Zwłaszcza tych o rozpoznaniu dni i nocy odbytych z osobna na przestrzeni uprzednich kalendarzy. Dlaczego tak późno i na tak krótko, nieśmiało, zaplotły się te drogi, po czym idą tylko obok siebie? Czasami można szukać zgubionych kluczy, które nigdy się nie zgubiły pozostając w miejscu, gdzie uprzednio odłożone, niezauważone na czas, urodziły niepokój we właścicielu, który myśląc w obcym miejscu o zgubie, niczego tak naprawdę nie zgubił. Może za wyjątkiem garści myśli pozostawionych na drodze. Jednak jest to inny rodzaj niepokoju - czysto rzeczowy, fizyczny i namacalny. Ale niepokój duszy; gdyby można było go zostawić i zwyczajnie iść dalej...
Wówczas nie byłoby rozmów o twardości łóżek, w których się spało na przestrzeni lat. Rybach podanych do stołu wigilijnego na tyle sposobów, których nie zna moja pamięć kulinarna, uboga zresztą. Rzeczach i sprawach, na które narzeka, a bardzo je lubi. O numerowaniu tabunów coraz to nowych kotów w gospodarstwie i moim oburzeniu na braku dla nich imion - może nie dosyć zasłużyły? O oszustwach czasowych systemów operacyjnych podczas kopiowania plików filmowych. Strasznych filmach z naszej odległej przeszłości i całej tej ówczesnej burzy hormonalnej, które zobaczony film powoływał do istnienia w naszych głowach. Muzyce dzisiaj już nieczęsto słyszanej w stacjach TV. O furtkach do świata myśli - wciąż pozamykanych. Książkach do dziś nieprzeczytanych.
Gdybym potrafił spokojnie iść swoją drogą dalej. Choćby i w stronę pustynnych piasków. Tymczasem pozostaję w tej oazie, przy studni z wodą, od której nijak odejść nie potrafię. Truizmem będzie mówić, że woda to życie. Lecz smak każdej jest osobliwy. Takiej wody nigdy dotąd nie smakowałem. Donikąd nie chcę iść dalej.
