Na klawiszach trumien wybrzmiewała cisza

słuchałem jej, zaś w oczodołach przepełnionych solą

szklił się cichy jęk przerażenia, a zarazem

zgoda na ulotność ludzkiego bytu

 

nic nie zostało poza zielenią budzących się trawników

potem zresztą zadeptanych, lecz kogo to obchodzi

patrzyłem na źdźbła szukające jakiegokolwiek współczucia

nie przyszło ani do nich, ani do mnie

 

dopiero dzisiaj w pełni przyszła wiosna

odbieram jej zapach, poranne mgły, rytm przebudzenia

i nie chcę jesieni