Pamiętam, wszyscy śmialiśmy się później z tej komiksowej walki Jacksona. 25 czerwca odpowiedziało nam jego ostatnie spojrzenie: "upokorzone i smutne spojrzenie chorego zwierzęcia, które oddala się od sfory, opiera głowę na łapach i cicho wzdycha, ponieważ wie, że jest dotknięte chorobą i nie może oczekiwać od swoich braci litości" (Michel Houllebecq, "Możliwość wyspy", przeł. Ewa Wieleżyńska).

 

KING OF POP

1958 - 2009

Obok doskonale skomponowanych piosenek i skrzętnie opracowanego wizerunku scenicznego pojawił się eksperymentalny projekt nowego podmiotu, pozbawionego płci, wieku i społecznej determinanty.
[?]
Właśnie wtedy obok doskonale skomponowanych piosenek i skrzętnie opracowanego wizerunku scenicznego pojawił się eksperymentalny projekt nowego podmiotu, w którego tworzenie artysta bez reszty się zaangażował. Chodziło o taką konstrukcję, która przekroczy istniejące granice płci, wieku, zachowania i społecznej determinanty. Chodziło o podmiot transseksualny i transkulturowy zarazem.
[...]
A jednak w pewnym momencie eksperyment wymknął się spod kontroli. Pęknięcia pojawiały niemal od samego początku, ale dopiero z perspektywy czasu nabierają szczególnego znaczenia. Žižek przyrównuje bliźniego do zombie, czyli czegoś, co jest zawieszone pomiędzy życiem i śmiercią, nie jest ani żywe, ani martwe, stanowi emanację czystego popędu, którego nie możemy wygnać z porządku bytów ożywionych. Od razu przypominamy sobie scenę z ?Thrillera?, w której Jackson zamienia się w zombie i porusza się w mechaniczny sposób (tę mechaniczność włączy później do swojego popisowego moonwalkera, który z czasem straci początkową płynność). Ale powinny nam się również przypomnieć wypowiedzi artysty z wywiadów, w których mówił, że nie potrafi się zatrzymać, że jego umysł pracuje cały czas, że nie umie się relaksować, czuje ciągły i wyniszczający przymus działania.
[...]
Niezależnie od tego, co stanie się z jego artystycznym dziedzictwem, nie da się zignorować faktu, że za sprawą rozmaitych mechanizmów ? emocjonalnych, egzystencjalnych, artystycznych, marketingowych, a nawet politycznych ? byliśmy świadkami osobliwego spektaklu, w którym niezwykle utalentowany chłopak z Midwestu stał się ikoną kultury, a potem z wolna na oczach szalejących fanów zmienił się w zombie.
[...]
To, co z biegiem lat powstało z człowieka zwanego Michaelem Jacksonem, samego Jacksona przypominało w niewielkim stopniu. Raczej monstrualny projekt biologiczny.
[...]
"Było w nim coś potwornie smutnego, (...) myślę, że to najsmutniejsza istota ludzka, jaką kiedykolwiek spotkałem w życiu, i słowo ?smutek? wydaje mi się bardzo słabe: powinienem raczej powiedzieć, że było w nim coś zniszczonego, coś całkowicie zdewastowanego". Słowa te nie odnoszą się bynajmniej do Michaela Jacksona, lecz do jednego z głównych bohaterów powieści "Cząstki elementarne" Michela Houellebecqua. Jednak każdy, kto ma w pamięci zmieniające się oblicze zmarłego pop-króla, musi się zgodzić, że jeśli cokolwiek ono sobą wyrażało, to właśnie przede wszystkim smutek.
[...]
I nagle cięcie: lata 80. Z tą twarzą coś się dzieje. Zaczyna tracić kolor, skóra wyraźnie jaśnieje. Zmienia się owal ust, kształt nosa, rysunek oczu. Ciało wprawdzie nie traci wigoru, a nawet przeciwnie, zda się, że rozsadza je jeszcze więcej energii niż dotąd, jednak taneczne kompozycje króla nowej epoki muzyki rozrywkowej zaczynają przypominać ruchy robota. Gwałtowne, gniewne, jak gdyby kanciaste, choć jest to kanciastość podskórna ? wszyscy wszak mamy w pamięci zjawiskową płynność Jacksonowego moonwalk. Można oczywiście powiedzieć, że owa gwałtowność i gniew były obliczone na medialny efekt. Ale czy jest wyłącznie rzeczą przypadku, że trzy kolejne, najsłynniejsze albumy Jacksona nosiły nader zbliżone w swej wymowie tytuły ? "Thriller" (1982), "Bad" (1987) i "Dangerous" (1991)?
[...]
Najgorsze jednak działo się z tą twarzą: chorobliwie blada skóra, nienaturalnie ostry nos, pomalowane czerwoną szminką usta, oczy schowane za wielkimi, czarnymi okularami. Twarz drażniąca, odpychająca, ba, wręcz odrażająca. Z trudem można było dostrzec na niej uczucia, jak gdyby Jackson z uporem szaleńca zmazywał z niej wszelkie ludzkie ślady. To była wojna, bez wątpienia. Wojna z własną twarzą, z własnym ciałem, własną physis.
[...]
Jakkolwiek by się rzeczy miały, to, co z biegiem lat powstało z człowieka zwanego Michaelem Jacksonem, Michaela Jacksona przypominało jedynie w niewielkim stopniu. To "coś" było raczej jakimś monstrualnym work in progress, upiornym projektem biologicznym, 25 czerwca 2009 r. urwanym być może dopiero w pół drogi. Czymś między istotą ludzką a cyborgiem, mężczyzną a kobietą, dzieckiem a dorosłym, hetero- a homoseksualistą, białym a czarnym. W pewnym sensie Jackson zmierzał ku wyznaczonemu przez siebie ideałowi piękna, takiego, które zdoła się oprzeć czasowi.
[...]
Patrząc na wielokrotne cielesne przemiany Michaela Jacksona, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ów smutny człowiek bez reszty oddał się realizacji utopijnego projektu, który miał go zaprowadzić dalej niż kogokolwiek przedtem. Że zaordynował sobie bezlitosny program eugeniczny, pragnąc stać się przykładem zadziwiającej ewolucji w skali mikro, której zakres nie obejmowałby już całych tysiącleci i setek pokoleń, ale ograniczałby się do jednego życia i jednego człowieka. "Beat it, no one wants to be defeated". "Zwalcz to" ? śpiewał Jackson w słynnej piosence z roku 1983 ? "nikt nie chce być pokonany".
[...]
Pamiętam, wszyscy śmialiśmy się później z tej komiksowej walki Jacksona. 25 czerwca odpowiedziało nam jego ostatnie spojrzenie: "upokorzone i smutne spojrzenie chorego zwierzęcia, które oddala się od sfory, opiera głowę na łapach i cicho wzdycha, ponieważ wie, że jest dotknięte chorobą i nie może oczekiwać od swoich braci litości" (Michel Houllebecq, "Możliwość wyspy", przeł. Ewa Wieleżyńska).


Obszerne fragmenty z tekstów Tygodnika Powszechnego? Nr 27/2009

Akompaniament rysów autorstwa Grzegorza Jankowicza

Niedokończony projekt autorstwa Łukasza Musiał