Pewnie umrę prędko, bo zbudziłem się dzisiaj w głębokim poczuciu wartości życia. Nie jest to radość życia, nie ma w tym nic wesołego. Ale takie poczucie węzłów, więzów i nici, które mnie wiążą ze wszystkim. Uczucie to "zaszło" jeszcze wczoraj, jak szabas. Chodząc z psami po Stawisku, uprzytomniłem sobie, że chodzę po tym miejscu już czterdzieści trzy lata i że to jest wielki dar losu być tutaj, w tych sosnach i w tym lesie od tylu lat. Dzisiaj doszedł jeszcze do tego ciepły piękny dzień wiosny. Fiołki zakwitały, byłem na Głównej, przypominałem wszystko po kolei „jak było”. Zapewne przyczyniło się do tego stanu przedwczorajsze oglądanie filmu Kochankowie z Marony, tej potwornej, wzruszającej niedyskrecji, a jednocześnie pomnika, trwałego pomnika wzniesionego Jurkowi.

07.04.1966
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, T. III